Miasta · Morze · Góry

Gruzja w Kadrze
Workbook fotografii ulicznej: Kutaisi, Batumi, Beshumi i Tbilisi

Gruzja zmienia się bardzo szybko. Kilkadziesiąt kilometrów potrafi przenieść Cię z nadmorskiego miasta w górskie wioski, a spokojny targ w Kutaisi to zupełnie inna fotografia uliczna niż ulice Batumi czy Tbilisi. Nie fotografuj całej Gruzji tak samo.

Rozdział pierwszy 01

Nie fotografuj całej Gruzji
tak samo

Cztery tempaCztery odległości od ludziJeden kraj

Kilkadziesiąt kilometrów dzieli tu nadmorskie miasto od górskich wiosek. Spokojny targ w Kutaisi nie ma fotograficznie wiele wspólnego z ulicami Batumi czy Tbilisi.

Ten workbook pokazuje, jak fotografować Gruzję poza pocztówką: ludzi, ulice, targi, górskie miejscowości i codzienne życie. Nie ma jednego sposobu fotografowania Gruzji. Jeśli chcesz przećwiczyć to w terenie, a nie tylko w tekście, temu służy fotowyprawa do Gruzji.

Jeden kraj, cztery rytmy

Ten workbook nie jest przewodnikiem. Nie ma tu listy zabytków ani godzin otwarcia. Jest to, na czym skupić się w każdym z tych miejsc i czego nie powtarzać po tysiącach innych zdjęć z Gruzji.

Kolejne rozdziały idą trasą: poranny Green Bazaar w Kutaisi, ulice Batumi, droga w góry Adżarii, pasterskie domy Beshumi i podwórka Tbilisi.

Każde miejsce wymaga innego tempa, innego patrzenia i innej odległości od fotografowanych ludzi. I właśnie z takich różnych sposobów patrzenia zaczyna powstawać seria, a nie tylko folder zdjęć z podróży.
Tempo 01
Zwolnij
Kutaisi. Spokojniejsze niż reszta trasy. Można chodzić wolniej i wejść w rytm miasta.
Tempo 02
Przyspiesz
Batumi i Tbilisi. Sytuacje zmieniają się w kilka sekund. Tutaj warto reagować, zanim scena zdąży się rozpaść.
Tempo 03
Zostań
Beshumi. Czasem długo nic się nie dzieje, a potem nagle zwykła sytuacja zaczyna składać się w zdjęcie.
Tempo 04
Zatrzymaj się
Droga przez góry Adżarii. Miejsca, przy których normalnie przejechałoby się bez zatrzymywania.

Nie fotografuj całej Gruzji
tak samo.

Rozdział drugi 02

Kutaisi:
najpierw zwolnij

Green BazaarPoranekObserwacjaNad Rioni
Miejsce 01
Obserwuj, nie poluj
Kutaisi
Kutaisi na mapie

Kutaisi jest dobrym miejscem na początek. Spokojniejszym niż Batumi i Tbilisi, bez poczucia, że co kilka sekund coś ucieka Ci z kadru.

Najwięcej dzieje się rano. Green Bazaar to nie tylko owoce, warzywa i kolorowe stoiska. Znacznie ciekawsi są ludzie: sprzedawcy, stali klienci, krótkie rozmowy, dłonie ważące produkty i małe sytuacje powtarzające się każdego dnia.

Green Bazaar o poranku Sprzedawcy Stali klienci Jedno stoisko, 30 minut
Klucz fotograficzny: obserwacja zamiast polowania na kadry.
Zasada
Nie próbuj zobaczyć wszystkiego
Czasem więcej wydarzy się przed jednym stoiskiem niż podczas półgodzinnego chodzenia po całym targu.
Spojrzenie
Bazar jako miejsce pracy
Nie zbiór kolorów, tylko miejsce pracy i spotkań.
Kutaisi, kobieta na ulicy pokazuje zdjęcie na telefonie
Kutaisi. Nie stoisko, tylko człowiek i sytuacja, która trwa kilka sekund.

Nie tylko Green Bazaar

Green Bazaar jest najbardziej oczywistym miejscem na pierwsze zdjęcia w Kutaisi. Leży w centrum, jest kolorowy, ciasny i od rana pełen ludzi. Ale jeśli chcesz zobaczyć trochę inne Kutaisi, warto pojechać kilka kilometrów dalej, w okolice Chavchavadze Avenue.

Bazar przy dworcu marszrutekZobacz na mapie

Przy głównym dworcu, z którego marszrutki rozjeżdżają się po Imeretii i innych częściach Gruzji, działa duży lokalny bazar. To zupełnie inne miejsce niż Green Bazaar.

Mniej pocztówkowe, bardziej użytkowe. Ubrania, buty i rzeczy do domu mieszają się z jedzeniem, warzywami, mięsem i wszystkim, czego potrzebuje się na co dzień. Pomiędzy stoiskami przewijają się ludzie przyjeżdżający do Kutaisi z okolicznych miejscowości.

Fotograficznie ciekawy jest nie tylko sam bazar. Równie dużo dzieje się wokół niego: marszrutki, kierowcy czekający na odjazd, pasażerowie z torbami, zakupy pakowane do busów, przyjazdy i odjazdy.

Green Bazaar pokazuje handel w centrum miasta. Tutaj znacznie mocniej widać, jak Kutaisi obsługuje cały region.
Marszrutki Kierowcy przed odjazdem Pakowanie zakupów Przyjazdy i odjazdy
Zakupy z targu w Kutaisi rozlozone na tacy
Zakupy z targu: sery, kasztany, granaty i chleb.
Sery i kiszonki z targu w Kutaisi z bliska
Wszystko w reklamówkach, prosto ze stoiska.
Uliczne stoiska przy bazarze w Kutaisi
Wokół bazaru handel wychodzi na chodniki. Wystarczy stanąć i poczekać.
Kutaisi, uliczka przy bazarze z wózkami transportowymi
Najwięcej dzieje się wokół targu: wózki, dostawy, krótkie kursy między stoiskami.
Kutaisi, kucharz w bazarowej jadłodajni
Wokół stoisk toczy się zwykły dzień: kuchnie, zaplecza, przerwy.
Kutaisi, sprzedawca przy stoisku z owocami
Jedno stoisko potrafi dać więcej niż obejście całego targu.
Kutaisi, sprzedaż owoców prosto z bagażnika samochodu
Handel nie kończy się na hali. Trwa też z bagażników i chodników.
Miasto nad RioniZobacz na mapie

Rioni przecina Kutaisi i jest jednym z tych elementów, które nadają miastu charakter. Raz płynie pomiędzy wysokimi brzegami i starą zabudową, chwilę później otwiera się pod mostami, odsłaniając jasne kamienie w korycie.

Dobrym miejscem do obserwacji jest White Bridge. Jego obecna żelazna konstrukcja pochodzi z XIX wieku, a nazwa mostu wiąże się między innymi z charakterystycznymi białymi kamieniami Rioni.

Nie trzeba jednak fotografować samego mostu. Ciekawsi są przechodzący nim ludzie, oba brzegi rzeki, zabudowa wspinająca się ponad Rioni i niewielkie sceny pojawiające się wokół.

Rioni nie musi być tematem zdjęcia. Częściej jest tłem, które mówi: to jest Kutaisi.

Kolejką nad rzekąZobacz na mapie

Kilka kroków od White Bridge znajduje się dolna stacja starej kolejki linowej. Uruchomiono ją w 1961 roku i do dziś jej kolorowe, niewielkie wagoniki przewożą pasażerów ponad Rioni na wzgórze Gabashvili Gora i do położonego na nim Gora Park.

Sam przejazd daje zupełnie inną perspektywę na Kutaisi. Pod wagonikiem zostaje rzeka, dalej pojawia się stare miasto, dachy domów, zieleń i wzgórza otaczające miasto. Ale podobnie jak w przypadku kolejki w Khulo, ciekawszy od samego widoku może być człowiek.

Kto czeka na wagonik? Kto nim jedzie? Jak wygląda niewielka stacja, wnętrze starej kabiny i miasto przesuwające się za jej oknami?

Na górnej stacji wysiada się bezpośrednio w Gora Park. To park rekreacyjny z alejkami, restauracją i atrakcjami, ale fotograficznie nie musi być kolejnym punktem do „zaliczenia". Ciekawsze jest zwykłe popołudnie.

Rodziny, dzieci, starsi mieszkańcy, ludzie siedzący na ławkach, spacerujący albo czekający na kolejkę. To spokojniejszy rodzaj street photo niż bazar i dobra przeciwwaga dla bardziej intensywnych miejsc.

Kutaisi dobrze fotografuje się właśnie w takich sytuacjach. Nie trzeba cały czas szukać wydarzenia. Czasem wystarczy zobaczyć, jak mieszkańcy używają własnego miasta.

Stare Kutaisi

Stare miasto najlepiej działa nie jako zbiór zabytków, ale jako scenografia dla codziennego życia. Domy nad Rioni, balkony, bramy, niewielkie podwórka i ulice schodzące w stronę rzeki tworzą naturalne ramy i kilka planów.

Można fotografować samą architekturę, ale wtedy łatwo skończyć z kolekcją ładnych fasad. Ciekawiej poczekać. Aż ktoś pojawi się w oknie. Wyjdzie z bramy. Usiądzie na balkonie. Przejdzie przez fragment światła pomiędzy budynkami.

Nie fotografuj starego Kutaisi. Fotografuj życie, które się w nim toczy.

Kutaisi jest dobre na początek

Kutaisi nie daje tylu zdjęć na minutę co Batumi. I właśnie dlatego jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

Green Bazaar pozwala wejść między ludzi. Bazar przy dworcu pokazuje bardziej lokalny rytm miasta i regionu. Rioni prowadzi przez stare Kutaisi, a kolejka i Gora Park pozwalają na chwilę spojrzeć na miasto z góry i zwolnić jeszcze bardziej.

Nie chodzi o to, żeby zobaczyć wszystkie te miejsca.

Chodzi o to, żeby zacząć patrzeć.

Mikroświat na czterech kołach

Marszrutki

Po Gruzji można poruszać się wynajętym samochodem, taksówką czy pociągiem, ale przynajmniej raz warto wsiąść do marszrutki. Nie dlatego, że jest taniej. Marszrutka jest po prostu częścią Gruzji i jednym z tych doświadczeń, które pozwalają zobaczyć kraj trochę od środka.

Odjeżdżają z dworców, placów, bazarów i miejsc, które dla przyjezdnego nie zawsze wyglądają jak przystanek. Kierowca pakuje bagaże, ktoś w ostatniej chwili donosi torbę, ktoś wysiada po drodze właściwie pod własnym domem. Rozkład jazdy bywa mniej istotny niż to, czy wszyscy już są i czy można ruszać.

Do tego dochodzi gruzińska fantazja za kierownicą. Wyprzedzanie, klakson, zatrzymywanie się po drodze i sposób poruszania się po górskich serpentynach potrafią na początku robić wrażenie. Po jakimś czasie człowiek przestaje się dziwić i zaczyna obserwować, jak ten pozorny chaos po prostu działa.

Ale marszrutka to przede wszystkim ludzie. Siedzi się blisko siebie, czasem przez kilka godzin, więc wcześniej czy później zaczyna się rozmowa. Ktoś zapyta, dokąd jedziesz, ktoś pokaże coś za oknem, ktoś poczęstuje jedzeniem wyciągniętym z torby.

I prawie zawsze w końcu pada najważniejsze pytanie:

„At kuda ty?”
„Polsza.”

Skąd jesteś? I bardzo często reakcja jest natychmiastowa: uśmiech, zainteresowanie, kolejne pytania. Nawet jeśli wspólny język kończy się na kilku rosyjskich słowach, nazwach miast i gestach, rozmowa jakoś się toczy.

Fotograficznie marszrutka też jest ciekawa, choć wymaga wyczucia i szacunku do ludzi siedzących obok. Kierowca, pasażerowie, postoje, pakowanie bagaży, jedzenie przekazywane z ręki do ręki, widok przez szybę i kolejne osoby wysiadające gdzieś przy drodze składają się na małą historię podróży.

Marszrutka nie pokazuje Gruzji z zewnątrz. Na kilka godzin człowiek po prostu staje się częścią jej codziennego ruchu.

To mały mikroświat w gruzińskim świecie: trochę transportu, trochę spotkania, trochę chaosu i bardzo dużo Gruzji.
Rozdział trzeci 03

Batumi:
od targu do promenady

Targ rybnyPodwórkaPromenadaPo zmroku
Miejsce 02
Reaguj, zanim scena się rozpadnie
Batumi
Batumi na mapie

Jeśli miałbym wskazać jedno miasto na tej trasie, w którym fotografia uliczna dzieje się najintensywniej, byłoby to Batumi.

To miasto kontrastów. Nowoczesne apartamentowce stoją obok starszych domów, szeroki bulwar sąsiaduje z portem, a kilka ulic dzieli turystyczne centrum od zwykłych osiedli i podwórek. Do tego morze, plaża i nadmorski charakter, który czuć praktycznie przez cały dzień.

Batumi potrafi wyglądać jak nowoczesny kurort, ale wystarczy zejść z najbardziej oczywistych tras, żeby zobaczyć zupełnie inne miasto.

I właśnie pomiędzy tymi światami Batumi jest najciekawsze.
Batumi, mężczyźni przy stole na kamienistej plaży o zmierzchu
Batumi. Morze jest tłem, tematem jest to, co ludzie przy nim robią.

Ryby są tylko początkiem

Targ rybnyZobacz na mapie

Targ rybny leży przy wybrzeżu, w części miasta związanej z portem. Można tu kupić świeże ryby z Morza Czarnego i owoce morza, a obok działają niewielkie lokale i restauracje, które przygotowują zakupiony produkt.

Sam targ nie jest duży, ale sporo się na nim dzieje. Sprzedawcy, klienci, skrzynki z rybami, lód, woda, czyszczenie i przygotowywanie zakupów tworzą własny rytm miejsca.

Warto zostać trochę dłużej i przestać patrzeć wyłącznie na to, co leży na stołach.

Fotograficznie ciekawsze od samych ryb jest wszystko, co dzieje się wokół nich.

Zajrzyj za fasadę

Stare Batumi

Kilka ulic od morza Batumi zaczyna się zmieniać. Pojawiają się węższe ulice, starsze domy, balkony, bramy i niewielkie podwórka. Część budynków jest odnowiona, inne pokazują zupełnie inną warstwę miasta niż efektowna architektura nad morzem.

Warto patrzeć w otwarte bramy i przejścia, pamiętając, że za nimi często zaczyna się już prywatna przestrzeń mieszkańców.

Pranie, stare samochody, klatki schodowe, ludzie siedzący przed domem czy rozmawiający z sąsiadami pokazują miasto od strony, której praktycznie nie widać z promenady.

Fasada pokazuje budynek. Podwórko pokazuje, jak się w nim żyje.

Pranie na balkonach starego Batumi
Kilka ulic od promenady pranie wisi nad samochodami.
Podworko w Batumi o zmierzchu, pranie nad samochodami i sklep MARKET
Wieczorem podwórko żyje sklepem na parterze i praniem nad głowami.

Kilka ulic i zmienia się klimat miasta

Muzułmańskie BatumiZobacz na mapie

Batumi ma jeszcze jedną warstwę, którą łatwo przeoczyć, jeśli porusza się głównie pomiędzy promenadą, plażą i najbardziej reprezentacyjną częścią starego miasta. W okolicach meczetu Orta Jame charakter ulic zaczyna się zmieniać i znacznie mocniej czuć tutaj bliskość Turcji oraz muzułmańską historię Adżarii.

Sam Orta Jame jest jedynym zachowanym historycznym meczetem w Batumi. Zbudowano go w 1866 roku, w okresie osmańskim, a nazwa „Orta Jame" oznacza „środkowy meczet", ponieważ pierwotnie znajdował się pomiędzy dwoma innymi meczetami.

Warto wejść do środka, ale równie ciekawa jest cała okolica. Wokół meczetu działają niewielkie restauracje, piekarnie, sklepy i kramy z jedzeniem. Pojawiają się mięso z grilla, kebaby, pieczywo, słodycze, herbata i produkty kojarzące się bardziej z Turcją niż z klasycznym obrazem gruzińskiej kuchni. Zapach jedzenia miesza się z ruchem ulicy, rozmowami sprzedawców i ludźmi przesiadującymi przed lokalami.

W tej części miasta zmienia się też atmosfera. Ulice są ciaśniejsze, handel wychodzi na chodniki, przed małymi lokalami stoją stoliki, a kiedy z meczetu rozlega się wezwanie do modlitwy, przez chwilę można mieć wrażenie, że Batumi leży jeszcze bliżej tureckiej granicy, niż pokazuje mapa.

Nie jest to przypadek. Adżaria przez kilka stuleci znajdowała się pod silnym wpływem Imperium Osmańskiego, a islam do dziś jest częścią kultury regionu. Batumi leży zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy z Turcją, więc wpływy gruzińskie, adżarskie i tureckie naturalnie się tutaj przenikają.

Fotograficznie nie ograniczałbym tego miejsca do samego meczetu. Ciekawsza jest cała dzielnica: sprzedawcy przygotowujący jedzenie, niewielkie piekarnie, ludzie siedzący przed lokalami, witryny, szyldy i ruch wokół świątyni. Sam meczet może pojawiać się w tle i informować, w której części Batumi jesteśmy, zamiast być jedynym tematem zdjęcia.

Czterej starsi mężczyźni siedzący na ławce w zadaszonej altanie
Przy meczecie ludzie po prostu siedzą i rozmawiają.
Kilka ulic wystarczy, żeby nadmorski kurort zaczął przypominać miasto na styku Gruzji i Turcji.
Małe miejsca, które budują Batumi

Batumi nie składa się tylko z promenady, wieżowców i dużych restauracji. Pomiędzy głównymi ulicami można znaleźć małe piekarnie, sklepiki i niewielkie punkty z jedzeniem, które łatwo minąć, jeśli porusza się tylko najbardziej oczywistą trasą.

Mała piekarnia w parterze domu, chleb i chaczapuri, kilka osób czekających na swoją kolej, ktoś stojący w drzwiach, sąsiedzi wpadający po zakupy. To drobiazgi, ale właśnie one pokazują zwykły rytm miasta.

Zdjęciowo takie miejsca dają coś zupełnie innego niż szeroka promenada. Jest ciaśniej, bliżej ludzi i bardziej codziennie.

Czasem Batumi najlepiej wygląda nie tam, gdzie prowadzi przewodnik, ale dwie ulice dalej.

Kiosk osiedlowy w Batumi z klientką
Kiosk na osiedlu. Klienci przychodzą tu codziennie, turyści prawie nigdy.
Dwaj mężczyźni przed salonami fryzjerskimi w Batumi
Trzy salony w jednej witrynie i pranie suszące się na ulicy.
Miasto nad Morzem Czarnym

Morze w Batumi nie jest tylko widokiem. Wpływa na rytm całego miasta. Plaża, port i promenada są częścią codziennego życia, a wieczorem duża część ruchu przesuwa się właśnie w stronę wybrzeża.

Ludzie siedzą nad wodą, spacerują, jeżdżą na rowerach, spotykają się i zostają na zewnątrz długo po zachodzie słońca. Ten nadmorski charakter odróżnia Batumi od pozostałych miast na trasie.

Morze jest tutaj nie tylko krajobrazem. Jest częścią miasta.

Poza turystycznym Batumi

Centrum potrafi być bardzo efektowne: nowe hotele, apartamentowce, restauracje, promenada i światła. Ale wystarczy wyjechać albo przejść dalej od najbardziej turystycznych ulic, żeby miasto zaczęło wyglądać zupełnie inaczej.

Pojawiają się zwykłe osiedla, niewielkie domy, warsztaty, lokalne sklepy i piekarnie. Mniej jest miejsc przygotowanych dla odwiedzających, więcej codzienności. To nadal Batumi, tylko bez kurortowej scenografii.

Fotograficznie ta zmiana jest bardzo ciekawa, bo w ciągu jednego dnia można przejść od nowoczesnego nadmorskiego miasta do przestrzeni, która wygląda już jak zupełnie inna Gruzja.

Batumi jest najciekawsze tam, gdzie kurort zaczyna się kończyć.

Kierowcy rozmawiający między samochodami w Batumi
Kierowcy między kursami. Codzienna logistyka miasta.
Dostawa mięsa w bagażniku samochodu w Batumi
Dostawa prosto z bagażnika. Handel bez scenografii.
Batumi, balkony starszych domów na tle nowej zabudowy
Kilka ulic od morza: balkony, starsze domy i codzienne Batumi.
Batumi, dwie osoby na kamienistej plaży o zmierzchu
Na plaży zostaw w kadrze trochę miasta, nie samo morze.
Batumi, konstrukcja na plaży nad Morzem Czarnym o zmierzchu
Wieczorem ruch przesuwa się w stronę wybrzeża.
Batumi, łódź w porcie nocą
Po zmroku port i neony robią z Batumi inne miasto.

Kilometry ludzi

Promenada i plażaZobacz na mapie

Batumi Boulevard ciągnie się przez około siedem kilometrów wzdłuż Morza Czarnego. Jego historia zaczyna się w XIX wieku, a z czasem został przedłużony o New Boulevard. To nie tylko spacerowa aleja. To jedna z najważniejszych przestrzeni miasta.

Rano pojawiają się spacerowicze i biegacze. W ciągu dnia dochodzą rowerzyści, rodziny, plażowicze i turyści. Wieczorem bulwar ponownie zmienia charakter i zapełnia się ludźmi. Szerokie aleje, ławki, palmy, plaża, morze i współczesna architektura tworzą ogromną scenę dla tego, co dzieje się przez cały dzień.

Fotograficznie jest to zupełnie inne Batumi niż ciasne uliczki i podwórka. Można odejść dalej, zostawić człowiekowi dużo przestrzeni i pokazać go razem z miastem.

Na samej plaży również warto zostawić w kadrze trochę Batumi. Wieżowiec, fragment promenady albo port sprawiają, że zdjęcie nie wygląda jak wykonane nad dowolnym morzem.

Nie fotografuj tylko promenady. Zobacz, co robią na niej ludzie.

Batumi w pigułce

Na końcu promenady

Warto przejść promenadę naprawdę daleko, w stronę New Boulevard i lotniska. Tutaj na niewielkiej przestrzeni można zobaczyć niemal całe Batumi.

Fotograficznie nadal sporo się dzieje. Ale wystarczy odwrócić się od morza. Po drugiej stronie promenady krajobraz potrafi zmienić się niemal natychmiast. Kilkaset metrów wcześniej jesteśmy w nadmorskim kurorcie pomiędzy wieżowcami. Nagle znajdujemy się właściwie na przedmieściach Batumi.

I chyba właśnie tutaj najlepiej widać kontrast, na którym zbudowane jest całe miasto.

Od strony morza
Nadal kurort
Plaża, szeroka promenada, nowe wieżowce i atrakcje. Często działa tu wesołe miasteczko. Dużo ludzi, rodzin z dziećmi, rowerzystów i turystów.
Plecami do morza
Prawie przedmieścia
Łąki, niewielkie jednorodzinne domy i dziesiątki pasących się krów. Codzienność podmiejskiej Gruzji kilkaset metrów od wieżowców.
Kluczowe

Czasem wystarczy odwrócić się plecami do morza, żeby znaleźć zupełnie inne Batumi.

Miasto z góry

Kolejka ArgoZobacz na mapie

Kolejka Argo pozwala spojrzeć na Batumi z zupełnie innej perspektywy. Podczas przejazdu odsłaniają się dachy, port, Morze Czarne, nowa zabudowa i góry otaczające miasto.

Z góry dobrze widać również to, o czym jest całe Batumi: stare i nowe miasto znajdują się bardzo blisko siebie, a pomiędzy nimi pojawia się port i wybrzeże.

Panorama jest najbardziej oczywistym zdjęciem. Ciekawsze mogą być odbicia w szybach gondoli, fragmenty miasta widziane pod wagonikiem albo pasażerowie zestawieni z widokiem za oknem.

Argo nie musi być osobnym dużym tematem fotograficznym. Jest przede wszystkim dobrym miejscem, żeby zobaczyć z góry miasto, po którym wcześniej chodziło się z aparatem.

Nie chowaj aparatu

Batumi po zmroku

Wieczorem nie warto chować aparatu. Promenada nadal jest pełna ludzi, zapalają się neony, witryny, restauracje i światła nowoczesnej architektury.

To samo miejsce, które kilka godzin wcześniej było plażą i spacerowym bulwarem, zaczyna wyglądać jak zupełnie inne miasto. Światło odbija się w szybach, mokrym asfalcie i samochodach. Ludzie nadal siedzą nad morzem, spacerują i spotykają się na ulicach.

I właśnie dlatego Batumi warto fotografować przez cały dzień.

Rano jest targiem i starym miastem. W dzień plażą, promenadą i nadmorskim kurortem. Kilka ulic dalej zwykłym gruzińskim miastem. Na końcu bulwaru niemal przedmieściem. Wieczorem tłumem, światłem i neonami.

Batumi nie ma jednej twarzy. I właśnie dlatego tak dobrze się je fotografuje.
Rozdział czwarty 04

Batumi, Khulo, Beshumi:
droga też jest miejscem

góry AdżariiŻycie przy drodzeKhuloKolejka nad doliną

Po wyjeździe z Batumi rytm zmienia się bardzo szybko. Miasto zostaje z tyłu, droga zaczyna piąć się w góry Adżarii, a pomiędzy kolejnymi zakrętami pojawiają się niewielkie miejscowości, gospodarstwa, warsztaty i domy rozsiane po zboczach.

Sam krajobraz jest spektakularny, dlatego łatwo wrócić z dziesiątkami podobnych zdjęć gór. Ciekawiej robi się wtedy, kiedy w krajobrazie pojawia się człowiek.

Wioska rozsiana po zboczu przy drodze w górach Adżarii
Droga w góry Adżarii. Domy na zboczach, bus przed sklepem, zwykłe życie przy trasie.

Drobne sytuacje przy drodze

01Ktoś czeka przy drodzePrzystanek, pobocze, cień drzewa. Człowiek, który jest tu z konkretnego powodu, a nie dla widoku.
02Ktoś wraca z polaPraca, która toczy się swoim rytmem niezależnie od tego, kto akurat przejeżdża.
03Samochód stoi przed małym sklepemCodzienna scena, która natychmiast osadza krajobraz w czasie i w realnym życiu.
04Krowy przechodzą przez jezdnięZwykły element górskiej drogi, który zmienia widokówkę w sytuację.
05Dzieci wracają do domuKilka sekund, w których droga przestaje być trasą, a staje się czyjąś okolicą.

Sam widok mówi: „tu jest pięknie”.
Człowiek pokazuje, jak się tutaj żyje.

Dlatego na fotowyprawie do Gruzji przejazd przez Mały Kaukaz jest osobnym tematem fotograficznym, a nie tylko dojazdem do kolejnego miasta.

Góry są tłem. Życie jest tematem.
Pułapka
Dziesiątki podobnych gór
Krajobraz jest spektakularny i właśnie dlatego łatwo wrócić z jednym zdjęciem powtórzonym czterdzieści razy.
Na co patrzeć
Miejsca, przy których nikt nie staje
Przystanki, warsztaty, gospodarstwa, stare samochody. Miejsca, przy których normalnie przejechałoby się dalej.

Po drodze
Pomiędzy miastem a górami
Khulo
Khulo na mapie

Khulo jest miejscem przejściowym. Jeszcze nie Beshumi, ale miejski rytm Batumi już dawno został za plecami.

Charakterystyczna kolejka zawieszona nad doliną sama w sobie przyciąga aparat. Łączy Khulo z wioską Tago, która leży po drugiej stronie głębokiego kanionu, na wysokości ponad 1900 m n.p.m. Nie powstała dla turystów. Dla mieszkańców jest zwykłym środkiem transportu i po prostu najkrótszą drogą na drugą stronę.

To długa kolej linowa bez podpór pośrednich, więc żółta, historyczna kabina przez cały kurs wisi wysoko nad przepaścią, na jednym nieprzerwanym przęśle. Mieści kilku pasażerów, a przejazd trwa raptem kilka minut. Ta sama trasa dołem, samochodem, zajmuje około 40 minut. Wygląda jak atrakcja turystyczna, ale dla mieszkańców jest po prostu środkiem transportu.

Fotograficznie ciekawsze jest jednak to, kto z niej korzysta. Ludzie jadący do pracy, wracający do domu, przewożący zakupy czy po prostu czekający na kolejny kurs.

Stacja i poczekalnia Żółta kabina Wnętrze kabiny Pakowanie zakupów Czekanie na kurs Tago po drugiej stronie
Zasada dla całej Gruzji

Nie fotografuj tylko atrakcji. Zobacz, jak żyją wokół niej ludzie.

  • Kto jedzie kolejką do pracy?
  • Kto wraca do domu z zakupami?
  • Kto czeka na kolejny kurs i jak wygląda to czekanie?
W kabinie
Ciasno, ciemno, w ruchu
Niewiele miejsca na cofnięcie się, światło wpada tylko przez małe okna, a kabina kołysze się przez cały kurs. Szeroki kadr i krótszy czas naświetlania, niż podpowiada jasność sceny.
Na stacji
Tu dzieje się więcej
Pakowanie zakupów, krótkie rozmowy, czekanie na kolejny kurs. Zwykle lepszy materiał niż sam przejazd, a do tego masz czas na obserwację.
Z zewnątrz
Żółty punkt w kanionie
Brak podpór pośrednich daje jedną czystą linię przez cały kadr, a żółta kabina jest na niej jedynym mocnym akcentem koloru. Zieleń i skała robią resztę.
Skala
Pokaż, jak głęboko jest pod spodem
Sama kabina niewiele mówi o wysokości. Dopiero dno kanionu, zabudowania Tago albo człowiek gdzieś w kadrze pokazują, nad czym ta lina jest zawieszona.
Kolejka Khulo-Tago. Jedno przęsło, kilka minut nad przepaścią.
Z kabiny widać, po co mieszkańcy wsiadają: to po prostu droga na drugą stronę.

Droga jest częścią podróży

Z Khulo do Beshumi

Za Khulo zaczyna się zupełnie inna Gruzja. Droga prowadzi coraz wyżej przez Góry Adżarii, pomiędzy niewielkimi miejscowościami, gospodarstwami i pastwiskami. Ruch robi się mniejszy, a nierzadkim widokiem są ludzie przemieszczający się konno. Koń nadal jest tutaj normalnym środkiem transportu, szczególnie poza główną drogą i w okolicach wysoko położonych gospodarstw.

Sama trasa do Beshumi potrafi być nieprzewidywalna. Jej stan mocno zależy od pogody i tego, co wydarzyło się w górach. Jednego dnia przejeżdża się bez większego problemu, innym razem drogę mogą zablokować osuwiska, kamienie albo materiał naniesiony ze zbocza. Wtedy do pracy wchodzą drogowcy i ciężki sprzęt, droga jest udrażniana, a podróżni po prostu czekają.

I takie czekanie jest częścią tej trasy. Samochody ustawiają się przed zablokowanym fragmentem, ludzie wychodzą, rozmawiają i obserwują pracę koparki. Plan przejazdu przestaje mieć większe znaczenie, bo w górach to droga decyduje, kiedy pojedziemy dalej.

KonieOsuwiskaDrogowcy4×4Nieplanowane postoje

Po deszczu pojawia się błoto i wtedy samochód 4×4 przestaje być fanaberią. Oczywiście poza marszrutkami, bo gruzińska marszrutka wygląda czasem tak, jakby została skonstruowana po to, żeby wjechać wszędzie. Prawdopodobnie również na Kazbek. ;-)

Przejazdu z Khulo do Beshumi nie warto więc traktować jak zwykłego transferu. Po drodze pojawiają się konie, pasterze, gospodarstwa, niewielkie osady, zwierzęta i ludzie pracujący przy utrzymaniu drogi. Nawet nieplanowany postój może stać się jednym z ciekawszych momentów całego dnia.

Fotograficznie warto patrzeć nie tylko na kolejne panoramy, ale na to, co dzieje się przy samej drodze i jak mieszkańcy funkcjonują w terenie, w którym pogoda i góry nadal mają bardzo dużo do powiedzenia.

Osuwisko na drodze z Khulo do Beshumi
Osuwisko na trasie. Czasem przejazd wraca po godzinie, czasem po dniu.
Przerwa na kawę przy drodze do Beshumi
Nieplanowany postój. Kawa przy budce smakuje tu lepiej niż w niejednej kawiarni.
Typowy odcinek za Khulo: błoto i osuwisko.
Mezczyzna na koniu przy drodze w gorach Adzarii
Koń nadal jest tu normalnym środkiem transportu, nie atrakcją.
Do Beshumi nie tylko się jedzie. Droga jest częścią tej historii.
Rozdział piąty 05

Beshumi:
tutaj trzeba zostać

PasterzeSezonowe domySeria zamiast kadru
Miejsce 03
Nie zdjęcie, tylko historia
Beshumi
Beshumi na mapie

Beshumi nie jest przede wszystkim o górach. Jest o ludziach, którzy w nich żyją.

Latem miejsce ożywa. Pojawiają się ludzie i zwierzęta, a sezonowe, drewniane domy ponownie stają się częścią codziennego życia. Poza sezonem Beshumi jest znacznie spokojniejsze i w dużej mierze pustoszeje.

Fotografuje się tutaj zupełnie inaczej niż w Batumi. Nie ma ciągłego strumienia zdarzeń, więc więcej daje czekanie w jednym miejscu niż chodzenie po całej osadzie.

Beshumi o zachodzie słońca, sezonowe drewniane domy na zboczu
Beshumi pod wieczór. Po deszczu całe światło zbiera się w kałużach na drodze i odbija sylwetki domów.

Co to właściwie za miejsce

Beshumi leży na wysokości około 2000 m n.p.m., jakieś 120 km od wybrzeża Morza Czarnego. To największa sezonowa osada Górnej Adżarii i miejsce, do którego od pokoleń rodziny z Batumi i z nizin uciekają przed nadmorskim upałem.

Od czerwca do września zamienia się w tętniące życiem miasteczko. Setki drewnianych domów z blaszanymi dachami schodzą kaskadami po zboczach: jaskrawe kolory, strome połacie dachów odprowadzające śnieg, szerokie werandy do letniego siedzenia i łatane ściany z desek i falistej blachy. Dookoła las iglasty i trawiaste stoki.

Pasterze zostają w górach na całe lato. Wypasają krowy na zboczach i wyrabiają nabiał. To ich rytm dnia podpowiada, kiedy i gdzie warto fotografować.

Architektura
Weranda jest sceną
Szerokie werandy powstały po to, żeby na nich siedzieć. Latem to tam toczy się życie towarzyskie, a ty masz gotową ramę i naturalne, boczne światło.
Kolor
Jaskrawe elewacje
Domy bywają malowane mocnymi kolorami. Potraktuj je jak tło dobrane pod postać, a nie jak temat sam w sobie.
Kalendarz
Poza sezonem pusto
Od października Beshumi w dużej mierze pustoszeje. To zupełnie inny materiał: zamknięte domy, cisza i ślady po lecie zamiast ludzi.
2000
Metrów nad poziomem morza
Wysokość zmienia światło, pogodę i to, jak szybko dzień się kończy.
120
Kilometrów od morza
Tyle dzieli plażę w Batumi od pasterskich domów w górach.
4
Miesiące sezonu
Od czerwca do września. Poza tym oknem fotografujesz zupełnie inne miejsce.

Kilka godzin ponad Beshumi

Spacer do jezior Shuamta

Beshumi warto zobaczyć nie tylko od strony samej osady. Jednym z najlepszych sposobów na poznanie otaczających ją gór jest kilkugodzinny spacer w stronę Shuamta i niewielkich jezior położonych wysoko na letnich pastwiskach.

Z Beshumi wychodzimy w stronę grzbietu ponad osadą, skąd zaczynają otwierać się szerokie widoki na Góry Adżarii. Dalej trasa prowadzi przez pastwiska w stronę Shuamta yayla i położonych na wysokości około 2150 metrów niewielkich jezior Shuamta. W okolicy znajduje się kilka małych zbiorników rozrzuconych pomiędzy łagodnymi górskimi zboczami.

Nie jest to trekking, którego główną atrakcją jest jeden spektakularny punkt na końcu. Najciekawsza jest sama droga. Wychodząc z Beshumi stopniowo zostawiamy drewnianą zabudowę, później idziemy przez otwarte pastwiska, mijamy zwierzęta i sezonowe zabudowania związane z wypasem. Krajobraz staje się coraz bardziej otwarty, a Beshumi zostaje daleko poniżej.

Jeziora Shuamta · ok. 2150 mPętla 8–10 km3–4 godziny marszuPastwiska i yayla

Całą trasę można zamknąć w pętli długości około 8–10 kilometrów i przejść spokojnym tempem w 3–4 godziny. Przy fotografowaniu warto oczywiście założyć więcej czasu, bo zatrzymania po drodze są tutaj ważniejsze niż samo dojście do jezior.

Fotograficznie ten spacer dobrze uzupełnia samo Beshumi. W osadzie jesteśmy blisko domów, ludzi i codziennego życia, natomiast tutaj pojawia się przestrzeń, pasterstwo i człowiek funkcjonujący w znacznie większym krajobrazie. Przy zmiennej pogodzie dochodzą niskie chmury i mgła, które w ciągu kilku minut potrafią całkowicie zmienić wygląd gór.

Jeziora są celem spaceru, ale zdjęcia zaczynają się dużo wcześniej.
Jeden dzień w roku zmienia wszystko

Na początku sierpnia Beshumi jest gospodarzem Shuamtoby, dorocznego święta górskiej Adżarii. Wyścigi konne, tańce, zawody, stoiska z rękodziełem i lokalnym jedzeniem. Zjeżdżają się mieszkańcy z całego regionu.

Fotograficznie to zupełnie inne Beshumi niż przez resztę sezonu: tłum, ruch i tempo bliższe Batumi niż górskiej ciszy. Jeśli trafisz na ten termin, potraktuj go jako osobny temat, a nie dodatek do reszty materiału. Datę warto sprawdzić przed wyjazdem, bo zmienia się co roku.

Pasterze Zwierzęta Drewniane domy Kuchnia Ogień Błoto Ubrania przed wejściem Narzędzia Wnętrza

Te rzeczy mówią o Beshumi więcej niż kolejna panorama gór.

Sposób pracy
Jedna osoba, kilka zdjęć
Ta sama osoba może pojawić się w kadrze na kilka sposobów. Wtedy zamiast zdjęcia „pasterza z Gruzji” zostaje opowieść o konkretnym człowieku.
  • Na szerokim planie przed domem
  • Chwilę później podczas pracy
  • W portrecie
  • Poprzez przedmioty, którymi się otacza

Dlaczego warto zostać dłużej

Surowość, mniejszy ruch turystyczny i życie działające własnym rytmem są tu największą wartością. To także powód, dla którego Beshumi zajmuje osobne miejsce w trasie fotowyprawy do Gruzji, a nie jest tylko punktem widokowym po drodze.

Beshumi nie jest miejscem do szybkiego zaliczenia.
Rozdział szósty 06

Fotografowanie ludzi:
najpierw człowiek,
później zdjęcie

DystansIntencjeUmiejętność odpuszczenia

Nie zaczynaj od zdjęcia. Podejdź, zostań chwilę, porozmawiaj. Aparat może pojawić się później.

Nie każda spotkana osoba musi zostać bohaterem zdjęcia.

01
Podejdź. Bez aparatu przy oku. To jedna decyzja, która zmienia całą resztę spotkania.
02
Poznaj. Kilka słów, gest, chwila obecności. Nie trzeba wspólnego języka, żeby pokazać swoje intencje.
03
Dopiero później fotografuj. A jeśli nie wyjdzie, odpuść. To też jest część pracy dokumentalnej.
Dystans
Aparat przy oku go tworzy
Podejście najpierw jako człowiek zwykle go skraca. Kolejność ma tu większe znaczenie niż technika.
Intencje
Pokaż zdjęcie na ekranie
Czasem wystarczy kilka słów albo gest. Nie trzeba znać wspólnego języka, żeby jasno pokazać, po co tu jesteś.
Odpuszczenie
Nie każdy musi być bohaterem
Umiejętność odpuszczenia jest częścią pracy dokumentalnej tak samo jak naciśnięcie spustu migawki.

Najpierw człowiek,
później aparat.

Rozdział siódmy 07

Światło w górach:
nie czekaj wyłącznie na złotą godzinę

Twarde południeMgłaDeszczWnętrza

Góry Adżarii potrafią zmienić się w ciągu kilkunastu minut. Słońce znika za chmurami, dolinę przykrywa mgła, zaczyna padać, a chwilę później światło ponownie pojawia się na zboczu.

Niskie boczne światło na jesiennych zboczach gór Adżarii
Góry Adżarii. Niskie, boczne światło rysuje każdy fałd terenu i kładzie długie cienie.
Środek dnia
Ostre światło
Może podkreślić strukturę terenu. To, co na płaskim krajobrazie wygląda brutalnie, w górach rysuje zbocza i faktury.
Po deszczu
Mgła
Mgła i chmury same rozdzielają kolejne plany. W czystym powietrzu musiałbyś szukać tego kompozycją.
W trakcie opadu
Deszcz
Przyciemnia kolory. Zamiast chować aparat, warto zobaczyć, co ta zmiana robi z całą sceną.
Wnętrze
Jedno niewielkie okno
Wnętrze drewnianego domu może mieć tylko jedno małe źródło światła i właśnie dzięki temu działać fotograficznie.
Nie czekaj, aż światło zrobi się ładne. Zobacz, co robi światło, które właśnie masz.
Rozdział ósmy 08

Tbilisi:
najlepiej poznaje się pieszo

Dwa spaceryBazaryNutsubidzeFabrika
Miejsce 04
Patrz za fasadę
Tbilisi
Tbilisi na mapie

Po Batumi i górach Tbilisi jest kolejną zmianą rytmu. Wraca duże miasto, ruch samochodów, tłum, bazary i gęsta zabudowa, ale Tbilisi nie jest tak otwarte jak Batumi. Tutaj znacznie więcej kryje się za pierwszą warstwą.

Odnowiona ulica potrafi po kilkudziesięciu metrach przejść w zaułek ze starymi balkonami. Za reprezentacyjną fasadą pojawia się podwórko, schody albo drewniana galeria. Historyczne centrum sąsiaduje z nowoczesną architekturą, a kilka stacji metra dalej zaczynają się ogromne osiedla z czasów Związku Radzieckiego.

Dlatego Tbilisi najlepiej poznaje się podczas chodzenia. Nie tylko od zabytku do zabytku, ale przez bramy, boczne ulice, bazary i miejsca, do których normalnie nie prowadzi turystyczna trasa.

Tbilisi, scena z ulicy starego miasta
Tbilisi. To, co ciekawe, dzieje się zwykle jedną ulicę za reprezentacyjną fasadą.

Spacer 1

Stare Tbilisi

AbanotubaniZaułki starego miastaMost PokojuRikeKolejkaNarikalaMatka Gruzji

Na tę część miasta warto zostawić przynajmniej pół dnia. Odległości nie są ogromne, ale Tbilisi bardzo skutecznie spowalnia fotografa.

AbanotubaniZobacz na mapie

Dobrym początkiem jest Abanotubani, jedna z najstarszych części Tbilisi i historyczna dzielnica łaźni siarkowych. Charakterystyczne ceglane kopuły niemal wyrastają z ziemi, a ponad nimi zaczynają się stare domy, drewniane balkony i zabudowa wspinająca się po zboczach.

Sama dzielnica jest bardzo charakterystyczna, ale nie ograniczałbym się do klasycznego widoku na łaźnie. Wystarczy wejść w okoliczne uliczki, żeby zaczęły pojawiać się schody, przejścia pomiędzy budynkami, niewielkie podwórka i zupełnie inne perspektywy starego miasta.

Ceglane kopuły łaźni siarkowych w Abanotubani
Kopuły łaźni wyrastają wprost z placu. Nad nimi zaczyna się stare miasto.
Zaułki starego Tbilisi

Stare Tbilisi jest gęste i trochę chaotyczne. Domy stoją na różnych poziomach, ulice wspinają się po zboczach, a pomiędzy nimi pojawiają się drewniane balkony, bramy, schody i przejścia, których często nie widać z głównej ulicy.

Część budynków została pieczołowicie odnowiona, inne pokazują znacznie starszą i mniej reprezentacyjną warstwę miasta. Właśnie ta niejednorodność sprawia, że warto czasem skręcić bez konkretnego celu i zobaczyć, dokąd prowadzi następna ulica.

Fotograficznie Tbilisi daje mnóstwo naturalnych ramek. Drzwi, okna, balkony i wąskie przejścia porządkują kadr, a światło wpadające pomiędzy wysoką zabudowę potrafi całkowicie zmienić tę samą ulicę w ciągu dnia. Trzeba tylko pamiętać, że wiele efektownych podwórek i bram jest częścią prywatnej przestrzeni mieszkańców.

Brama starego Tbilisi z praniem i zamiatającym mężczyzną
W bramach toczy się zwykła praca. Światło robi resztę.
Łuk między kamienicami i podwórko w Tbilisi
Za łukiem podwórko: samochody, cień i codzienność.
Most Pokoju i okolice RikeZobacz na mapie

Po wyjściu nad Mtkvari pojawia się zupełnie inne Tbilisi. Szklano-stalowy Most Pokoju łączy stare miasto z Rike Park i jest jednym z najbardziej charakterystycznych współczesnych elementów centrum.

To również miejsce pełne ludzi. Mieszkańcy mieszają się z turystami, pojawiają się uliczni sprzedawcy, drobny handel i stoiska ze świeżo wyciskanymi sokami. W okolicy można kupić między innymi sok z granatów, przygotowywany na miejscu z owoców leżących na niewielkich stoiskach.

Dla fotografa sam most jest tylko częścią tematu. Ciekawsze bywają spotkania starej i nowej architektury, ludzie przechodzący przez konstrukcję, sprzedawcy nad rzeką i codzienny ruch wokół jednego z najbardziej turystycznych punktów miasta.

Most Pokoju w Tbilisi, w tle wzgórze Mtatsminda z wieżą telewizyjną
Szklano-stalowa konstrukcja nad Mtkvari. W tle Mtatsminda z wieżą telewizyjną.
Kolejką nad TbilisiZobacz na mapie

Z Rike Park można wjechać kolejką linową na wzgórze Narikala. Gondole przesuwają się ponad Mtkvari i dachami starego miasta, dzięki czemu podczas krótkiego przejazdu dobrze widać jego układ: rzekę, mosty, łaźnie, ciasną zabudowę i domy wspinające się po wzgórzach.

Na górze można przejść w stronę twierdzy Narikala i dalej do Kartlis Deda, monumentalnej figury Matki Gruzji stojącej wysoko ponad miastem.

Panorama jest oczywistym zdjęciem, ale warto wykorzystać również sam przejazd. Odbicia w szybach, mijające się gondole i stare miasto oglądane niemal pionowo z góry dają perspektywę zupełnie inną niż ta z ulicy.

Panorama starego Tbilisi z Narikali, Mtkwari i Most Pokoju
Z góry widać cały układ miasta: rzekę, mosty i ciasną zabudowę starego Tbilisi.
Mężczyźni grający w nardy w parku w Tbilisi
Nardy w parku. Stare Tbilisi gra tu codziennie po południu.

Warto odbić pod górę

SamebaZobacz na mapie

Katedra Świętej Trójcy, nazywana Samebą, stoi wysoko na wzgórzu Elia i jest widoczna z wielu części Tbilisi dzięki ogromnej bryle i charakterystycznej złotej kopule.

Warto dojść do niej pieszo. Podejście pod górę pozwala stopniowo zostawić za sobą bardziej zatłoczone ulice, a wraz z wysokością coraz szerzej otwiera się panorama miasta. Z okolic katedry dobrze widać Tbilisi rozłożone na kolejnych wzgórzach i nowszą zabudowę wychodzącą daleko poza historyczne centrum.

Nie zatrzymywałbym się jednak na widoku. Warto wejść do środka Sameby, bo ogromna przestrzeń, kamień, ikony i światło tworzą zupełnie inną atmosferę niż ruchliwe miasto poniżej. Sama skala wnętrza robi równie duże wrażenie jak bryła oglądana z daleka.

Fotograficznie mamy więc w jednym miejscu drogę pod górę, ludzi zmierzających do świątyni, monumentalną architekturę, wnętrze i panoramę miasta.
Katedra Sameba w Tbilisi i plac przed nia
Sameba. Skala robi wrażenie już z placu, a wnętrze jeszcze większe.

Spacer 2

Od staroci do bazaru

Dry BridgeOkolice Station SquareDezerter BazaarTarg nad torami

Drugi spacer pokazuje zupełnie inne Tbilisi. Zamiast zabytków mamy handel, dworzec, jedzenie i ludzi zajętych codziennymi sprawami. Na tę część również warto przeznaczyć kilka godzin i nie próbować przejść jej zbyt szybko.

Dry BridgeZobacz na mapie

Dry Bridge jest czymś pomiędzy pchlim targiem, targiem staroci i otwartą galerią. W obecnej formie działa od lat 50. XX wieku, a każdego dnia pojawia się tutaj ponad setka sprzedawców.

Na stołach, kocach i chodnikach leżą stare aparaty, zegarki, monety, porcelana, książki, winyle, narzędzia, medale, przedmioty z czasów Związku Radzieckiego i rzeczy, których przeznaczenia czasem trudno się domyślić. Obok swoje prace pokazują malarze i artyści.

Po pierwszych kilku minutach łatwo fotografować wyłącznie przedmioty, ale znacznie ciekawsi są ludzie. Sprzedawcy siedzą tutaj godzinami, rozmawiają ze znajomymi, piją kawę, negocjują ceny i obserwują przechodzących klientów. Przedmioty zaczynają wtedy działać jako otoczenie człowieka, a nie główny temat zdjęcia.

Dezerter BazaarZobacz na mapie

Targ dezerterów

W okolicach głównego dworca kolejowego Tbilisi zmienia charakter. Tutaj znajduje się Dezerter Bazaar, największy targ rolny w mieście. Typowy dzień zaczyna się wcześnie rano, a oprócz owoców i warzyw można znaleźć sery, nabiał, zioła, przyprawy, orzechy i produkty przywożone przez sprzedawców z okolicznych miejscowości.

Nazwa brzmi dość dziwnie jak na targ spożywczy, ale nie jest przypadkowa. Dezertirebis Bazari oznacza dosłownie „targ dezerterów" i pochodzi z początku XX wieku. W latach 20. w okolicy dworca pojawiali się żołnierze, którzy opuścili swoje jednostki i właśnie tutaj sprzedawali to, co mieli: mundury, buty, wyposażenie wojskowe, rzeczy osobiste, a według źródeł również broń. Z czasem do handlu dołączyli mieszkańcy okolicznych wsi przywożący żywność i prowizoryczne targowisko zaczęło zmieniać się w bazar rolny. Żołnierze zniknęli, handel się zmienił, ale nazwa została.

W czasach radzieckich targ był już jednym z ważnych miejsc handlowych Tbilisi. Stary budynek bazaru powstał w latach 60., został rozebrany w 2007 roku, a później zastąpiła go nowa hala. Sam bazar przetrwał jednak kolejną zmianę ustroju i przebudowę miasta. Ponad sto lat po pojawieniu się pierwszych dezerterów nadal handluje się tutaj niemal w tym samym miejscu.

Dzisiaj zamiast wojskowego wyposażenia są przede wszystkim produkty spożywcze. Towar leży na stołach, w skrzynkach i workach, pomiędzy którymi cały czas przemieszczają się sprzedawcy, klienci, dostawcy i ludzie rozwożący kolejne partie produktów. Wokół głównej części bazaru działają kolejne sklepy, stoiska i niewielkie punkty handlowe, dlatego trudno wskazać moment, w którym targ dokładnie się zaczyna i kończy.

Jest ciasno, głośno i intensywnie, ale właśnie dzięki temu Dezerter dobrze pokazuje codzienny rytm miasta bez turystycznej oprawy. Fotograficznie najciekawsze są relacje pomiędzy ludźmi i cały ruch miejsca: dostawy, ważenie, pakowanie, rozmowy, negocjacje i zwykłe zakupy. Produkty tworzą kolor i strukturę bazaru, ale prawdziwym tematem są ludzie, którzy od rana wprawiają go w ruch.

Dezerter Bazaar zmienił przez sto lat niemal wszystko, poza miejscem, handlem i nazwą.

Targ nad torami i Station SquareZobacz na mapie

Handel nie kończy się wraz z wyjściem z Dezerter Bazaar. Im bliżej głównego dworca, tym bardziej zaczyna mieszać się z infrastrukturą kolejową i całym chaosem Station Square.

Zmienia się również asortyment. Obok jedzenia pojawiają się ubrania, buty, rzeczy do domu i drobne przedmioty codziennego użytku. Stoiska wchodzą w przejścia, okolice dworca i przestrzeń ponad torami.

To fotograficznie bardzo mocny fragment Tbilisi. Kilka metrów dalej są perony, pociągi i ludzie z bagażami, a po chwili znowu wchodzi się pomiędzy stoiska, sprzedawców i klientów.

Warto potraktować cały obszar Dezerter Bazaar, Station Square i dworca jako jeden duży organizm, który wraz z przechodzeniem przez niego zmienia charakter.

Sprzedawca przypraw i czurczchele na bazarze w Tbilisi
Przyprawy, czurczchele i sprzedawca, który zawsze ma chwilę na rozmowę.

Tbilisi, do którego trzeba podjechać

Dalej od centrum

Nie wszystko w Tbilisi da się połączyć w jeden spacer. I dobrze, bo kilka najmocniejszych fotograficznie miejsc znajduje się właśnie poza historycznym centrum.

Dworzec, który jest kawałkiem miasta

DidubeZobacz na mapie

Didube jest jednym z najważniejszych węzłów transportowych Tbilisi. Metro spotyka się tutaj z marszrutkami, autobusami i wspólnymi taksówkami jadącymi do wielu miejscowości w Gruzji.

Nie wygląda jednak jak uporządkowany terminal z jedną halą i rzędem stanowisk. Transport rozlewa się po całej okolicy stacji. Pomiędzy samochodami działają małe sklepy, piekarnie, punkty z jedzeniem i stoiska. Kierowcy nawołują pasażerów, ktoś pakuje bagaże do marszrutki, ktoś inny czeka na odjazd albo próbuje znaleźć właściwy samochód.

Dla fotografa właśnie ten brak porządku jest największą zaletą Didube. Wszystko ma tutaj konkretny cel i dzieje się naprawdę: ludzie przyjeżdżają, wyjeżdżają, pracują, jedzą, czekają i przenoszą bagaże.

Można przyjechać na Didube nawet wtedy, kiedy nie planujemy żadnego przejazdu. Kierowcy, pasażerowie, stare samochody, marszrutki, mały handel i momenty oczekiwania spokojnie wystarczą na osobny materiał fotograficzny.

Didube nie musi być ładne. Jest za to jednym z tych miejsc, w których bardzo dobrze widać, jak działa Gruzja.
MarszrutkiKierowcyBagażeMały handelOczekiwanie

Sowieckie Tbilisi

NutsubidzeZobacz na mapie

Historyczne centrum jest tylko jedną warstwą miasta. Wystarczy pojechać kilka stacji dalej, żeby drewniane balkony i stare kamienice zostały zastąpione przez ogromne osiedla powstałe w czasach Związku Radzieckiego.

Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów jest Nutsubidze Plateau. Na stromym zboczu stoją wielkie bloki mieszkalne położone na różnych wysokościach i połączone wysoko zawieszonymi pieszymi mostami, znanymi jako Nutsubidze Skybridge.

Rozwiązanie miało praktyczny sens. Mieszkańcy mogli wjechać windą na poziom mostu i przejść nim bezpośrednio do wyżej położonej części osiedla, zamiast za każdym razem pokonywać strome zbocze.

Betonowe bryły, korytarze, windy i wysoko zawieszone przejścia robią ogromne wrażenie, ale Nutsubidze nadal jest normalnym osiedlem. Ludzie mieszkają tutaj, robią zakupy, wracają z pracy i korzystają z infrastruktury, która dla odwiedzającego wygląda niemal jak scenografia filmu science fiction.

Historia
Pani od windy
Z jednym z bloków Nutsubidze związana jest historia Mzii Sabanadze, wieloletniej operatorki windy prowadzącej na poziom Skybridge. Mzia obserwowała windę na niewielkim monitorze z pomieszczenia obok szybu, gdzie mieszkała razem ze swoim kotem.

Jej życiorys jest znacznie bardziej skomplikowany, niż mogłoby sugerować to miejsce. Po rozpadzie Związku Radzieckiego walczyła jako snajperka podczas wojny w Abchazji. Wiele lat później jej codzienność związała się z windą w brutalistycznym bloku na obrzeżach Tbilisi. Jej historia stała się tematem polskiego filmu dokumentalnego Lift Lady Marcina Modzelewskiego.

Dzięki temu Nutsubidze przestaje być tylko ciekawą lokalizacją dla miłośników brutalizmu. Za betonem, mostami i architekturą pojawia się konkretna osoba i jej historia.

Oczywiście warto pamiętać, że nie jest to skansen ani atrakcja turystyczna. To budynki mieszkalne, a korytarze, windy i mosty są codzienną przestrzenią ich mieszkańców.

Monument nad Tbilisi

Kronika GruzjiZobacz na mapie

Jeszcze inne Tbilisi znajduje się na wzgórzu nad Morzem Tbiliskim. Stoi tam Kronika Gruzji, ogromny monument zaprojektowany przez Zuraba Tseretelego, którego budowę rozpoczęto w 1985 roku, jeszcze w czasach Związku Radzieckiego.

Największe wrażenie robi jego skala. Szesnaście potężnych kolumn ma około 30–35 metrów wysokości i jest pokrytych monumentalnymi reliefami. W górnych częściach przedstawiono gruzińskich władców i bohaterów, niżej pojawiają się sceny związane z historią chrześcijaństwa w Gruzji.

Miejsce jest zupełnie inne niż gęste centrum. Monument stoi wysoko na otwartym wzgórzu, z którego widać północne dzielnice Tbilisi i ogromny zbiornik nazywany Morzem Tbiliskim. Po ciasnych ulicach, bazarach i blokowiskach nagle pojawia się przestrzeń, wiatr i ogromna konstrukcja dominująca nad krajobrazem.

Fotograficznie bardzo dobrze działa człowiek pozostawiony w kadrze. Dopiero przy ludzkiej sylwetce zaczyna być naprawdę widoczna skala kolumn. Z bliska można pracować z reliefami i kolejnymi planami pomiędzy monumentalnymi elementami, z dalszej perspektywy pokazać całe położenie pomnika ponad miastem.

Przerabianie własnej historii

FabrikaZobacz na mapie

Na koniec warto wrócić do miasta i zobaczyć jeszcze jedną jego warstwę. Fabrika powstała w dawnej radzieckiej fabryce odzieżowej Nino, przekształconej we współczesną przestrzeń skupiającą hostel, pracownie, sklepy, bary, kawiarnie i miejsca do pracy. Centralnym punktem jest duży wewnętrzny dziedziniec otoczony dawną zabudową fabryczną.

Nie próbowano całkowicie zatrzeć przemysłowej przeszłości budynków. Beton, duże fabryczne okna i surowe powierzchnie mieszają się z muralami, grafiką, współczesnym designem i nowymi lokalami.

W ciągu dnia można spotkać ludzi pracujących przy laptopach, pijących kawę albo zaglądających do niewielkich sklepów i pracowni. Wieczorem dziedziniec wyraźnie zmienia charakter, zapełniają się stoliki i pojawia się znacznie więcej ludzi.

Fotograficznie ciekawsze od samych murali jest zestawienie starej fabrycznej architektury ze współczesnym życiem miasta. Po starych zaułkach, targach, Didube i Nutsubidze Fabrika pokazuje Tbilisi, które nie tylko zachowuje swoją przeszłość, ale potrafi ją wykorzystać do stworzenia czegoś nowego.

Kilka Tbilisi w jednym mieście

Jednego dnia można przejść pomiędzy drewnianymi balkonami starego miasta, kupić sok z granatu w okolicy Mostu Pokoju, wjechać kolejką nad Narikalę i wejść do monumentalnego wnętrza Sameby.

Drugiego można zacząć od staroci na Dry Bridge, wejść pomiędzy sprzedawców Dezerter Bazaar, przejść targiem w stronę torów i zobaczyć Tbilisi skupione wokół handlu, kolei i codziennych zakupów.

A później pojechać jeszcze dalej. Na Didube zobaczyć, jak miasto komunikuje się z resztą Gruzji, na Nutsubidze przejść przez sowiecki Skybridge, przy Kronice Gruzji stanąć pomiędzy trzydziestometrowymi kolumnami, a wieczorem usiąść na dziedzińcu dawnej fabryki.

To wszystko jest jednym miastem i właśnie ta różnorodność jest w Tbilisi najciekawsza.

Najciekawsze Tbilisi zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz szukać jednego Tbilisi.
Rozdział dziewiąty 09

Batumi i Tbilisi:
dwa rodzaje fotografii ulicznej

KontrastWarstwy

Batumi i Tbilisi dobrze pokazują, dlaczego street photography w Gruzji nie może wyglądać wszędzie tak samo.

Batumi
Jest o kontraście
Morze, turyści, nowoczesna architektura, stare dzielnice i dużo otwartej przestrzeni. Fotografuje się szybciej, szerzej i częściej buduje kadr z kilku planów.
Tbilisi
Jest o warstwach
Podwórka, bramy, balkony, bazary i światło wpadające pomiędzy budynki. Tutaj więcej dzieje się wewnątrz miasta niż na jego reprezentacyjnej fasadzie.
MiastoO czym jestJak fotografować
Batumi Kontrast Szybciej, szerzej, kilka planów w jednym kadrze. Patrzysz na to, co z czym się zderza.
Tbilisi Warstwy Wolniej, w głąb podwórek i bram. Patrzysz na to, co kryje się za pierwszym planem.

W Batumi patrzysz na to, co z czym się zderza. W Tbilisi na to, co kryje się za pierwszym planem.

Rozdział dziesiąty 10

Jak nie zrobić
pocztówki z Gruzji

Pierwszy kadrKrok dalej

Ładny widok nie zawsze jest ciekawym zdjęciem.

Po lewej kadr, który w Gruzji robi każdy. Po prawej to, co widać w tym samym miejscu, jeśli zostaniesz chwilę dłużej.

Góry · Pierwszy kadr
Droga wijąca się przez góry
Serpentyny widziane z góry. Bardzo efektowne i praktycznie nie do odróżnienia od setek innych ujęć z tej samej trasy.
Krok dalej
Ktoś, kto przy tej drodze mieszka, pracuje albo czeka
Ta sama droga, ale z powodem, dla którego ktoś tu jest. Wtedy krajobraz przestaje być tylko widokiem.
Beshumi · Pierwszy kadr
Pasterz jako egzotyczna postać na tle gór
Człowiek sprowadzony do sylwetki i scenerii. Zdjęcie o tym, gdzie byłeś, a nie o tym, kogo spotkałeś.
Krok dalej
Człowiek pokazany w swojej pracy i codziennym otoczeniu
Praca, dom, narzędzia, zwierzęta. Kontekst, który zamienia postać w konkretną osobę.
Batumi · Pierwszy kadr
Nowoczesny wieżowiec o zachodzie słońca
Architektura i kolorowe niebo. Zdjęcie, które równie dobrze mogłoby powstać w dowolnym nadmorskim mieście.
Krok dalej
Zwykłe życie toczące się kilka metrów pod nim
Ten sam budynek zostaje w kadrze, ale jako tło. Tematem jest to, co dzieje się na poziomie ulicy.
Tbilisi · Pierwszy kadr
Stary drewniany balkon
Detal architektoniczny sfotografowany jako detal. Ładny, rozpoznawalny i całkowicie pusty.
Krok dalej
Człowiek, światło albo sytuacja, która dzieje się na tym balkonie
Balkon jako miejsce, w którym ktoś mieszka. Wtedy zaczyna cokolwiek opowiadać.
Kutaisi · Pierwszy kadr
Kolorowy Green Bazaar
Owoce, przyprawy, nasycone barwy. Targ potraktowany jak paleta kolorów, a nie jak miejsce pracy.
Krok dalej
Relacja sprzedawcy z ludźmi, którzy przychodzą do niego każdego dnia
Krótkie rozmowy, gesty, stali klienci. To, co powtarza się codziennie i czego turysta zwykle nie widzi.

Gruzja jest fotogeniczna sama z siebie.
I właśnie dlatego łatwo zrobić z niej nudne zdjęcia.

Rozdział jedenasty 11

Od pojedynczego zdjęcia
do historii

SeriaTematNie kolekcjonuj kadrów

Nie kolekcjonuj tylko dobrych kadrów

Z podróży łatwo wrócić z folderem pojedynczych zdjęć: portret, góry, bazar, samochód, ulica, kolejny portret. Każde może być dobre, ale dopiero kilka zdjęć o tym samym zaczyna mówić coś więcej.

Nie trzeba wiedzieć przed wyjazdem, czego dokładnie będzie dotyczyć seria. Czasem temat zaczyna być widoczny dopiero po kilku dniach. Ważne, żeby go zauważyć i przestać fotografować wszystko po trochu.

Jeśli chcesz popracować nad taką serią w terenie, a nie dopiero po powrocie, temu służy fotowyprawa do Gruzji.

Możliwy temat
Życie przy drodze
Przystanki, sklepy, warsztaty i ludzie, dla których ta droga jest codziennością.
Możliwy temat
Sezonowe domy Beshumi
Miejsce, które ożywa latem i pustoszeje poza sezonem. Gotowa klamra dla serii.
Możliwy temat
Człowiek w górskim krajobrazie
Nie panorama z postacią, tylko relacja między człowiekiem a miejscem, w którym żyje.
Możliwy temat
Dwa zupełnie różne miasta
Batumi i Tbilisi zestawione obok siebie. Kontrast kontra warstwy.
Kluczowe

Pojedyncze zdjęcie pokazuje miejsce. Seria zaczyna o nim opowiadać.

Chcesz zobaczyć te miejsca z aparatem?

Kutaisi, Batumi, Góry Adżarii, Khulo, Beshumi i Tbilisi tworzą trasę, na której fotografia zmienia się praktycznie każdego dnia. Od spokojnej obserwacji na Green Bazaar, przez intensywne street photo w Batumi, po górskie wioski, życie pasterzy i miejskie warstwy Tbilisi.

Nie jest to wyjazd zbudowany wyłącznie wokół atrakcji. Przejazdy przez Mały Kaukaz są częścią wyprawy, a postoje po drodze pozwalają dotrzeć do miejsc, które trudno zobaczyć podczas standardowego zwiedzania. Sama fotowyprawa do Gruzji jest nastawiona na ludzi, fotografię uliczną, targi i krajobrazy Małego Kaukazu.

Organizatorem wyjazdu jest Feel Free.

7
Dni z aparatem
Trasa, na której fotografia zmienia się praktycznie każdego dnia.
4
Odsłony Gruzji
Kutaisi, Batumi, góry i Tbilisi wymagają czterech różnych sposobów pracy.
6
Miejsc na trasie
Kutaisi, Batumi, Góry Adżarii, Khulo, Beshumi i Tbilisi.
GE

Fotowyprawa

Chcesz pojechać z nami na fotowyprawę? Zobacz jak to robimy.

Zobacz fotowyprawy →